Na festiwale teatralne można jechać z różnych względów. Patrzę na kurtynę, podsuwam krzesło, przeglądam twarze widzów, siadam. Gdybym nosił okulary to bym je poprawił, gdybym był z komiksu, nad głową miałbym chmurkę z napisem „Pokaż mi spektakl, a powiem, kim jesteś”. Zaraz się zacznie. Tak, na III Salezjańskim Ogólnopolskim Festiwalu Teatralnym w Szczecinie SOFFT 2009 chciałem dowiedzieć się, kim jest dzisiejsza młodzież.
Bunt a modlitwa
W czasie spektakli chmurka pęczniała, w chwilę po - pękała w komentarzach i rozmowach z innymi widzami. Najbardziej napęczniała w czasie „Pierogów” teatru Uhuru. Zobaczyłem opowieść o zmaganiu z wiarą w Boga, o poszukiwaniu przez młodych ludzi własnej definicji sensu. Ta naturalna potrzeba młodości, tutaj podszyta została jakimś chorobliwym ADHD, schizofrenią rozhuśtaną pomiędzy wygłupem i totalną szczerością. Spektakl sugerował kilka możliwych przyczyn takiego stanu: dzisiejszy chaos ideowy, osierocenie młodzieży przez dorosłych, księża zamknięci na dialog. „Pierogi” wzbudziły kontrowersje skrajnymi formami ekspresji. Według mnie były one uzasadnione tematyką; poza tym młodzieży należy wybaczyć pewną nadmierność środków, tak jak neoficie wybacza się nadgorliwość.
Drugi spektakl, który zrobił na mnie duże wrażenie to „Usta pełne chleba” teatru Avis z Nowej Soli. Średniowieczna „Skarga umierającego” stała się szkieletem rytuału przejścia, którego głównym rekwizytem było ziarno: raz symbolizujące skarb, raz Słowo Boże, nieczystości (wypluwane przez aktora), karę czyśćca (ziarno rzucane jak kamienie podczas kamienowania). W medytacyjnym tempie ukazywały się kolejne sceniczne obrazy często z wykorzystaniem płóciennej tkaniny, równie wielo-znaczącej jak ziarno (całun, pościel, spichlerz, ekran). Dzięki sugestywnej muzyce, modlitewnemu rytmowi, archaiczności tekstu i powściągliwości aktorów te banalne rekwizyty stały się narzędziem wzruszającej opowieści o umieraniu i oczyszczającej pokucie. Oba spektakle były przedstawiane przez grupy niezwiązane z salezjanami. Niemniej oba wyrażały tematy salezjańskie: zainteresowanie zagubioną współczesną młodzieżą i perspektywa religijna.
Poezja a zabawa
Ale były również zespoły salezjańskie i według mnie one należały do najlepszej czwórki festiwalowej. Najpierw należy wspomnieć o teatrze Beznazwy z salezjańskiej szkoły w Łodzi. Spektakl „Marnotrawna” był wariacją na temat przypowieści o synu marnotrawnym. Reinterpretacja przypowieści broniła się przede wszystkim dzięki oszczędnej i niedopowiedzianej fabule oraz umiejętnie poprowadzonym scenom zbiorowym. Poetyckim nastrojem starego strychu urzekł mnie nasz Teatr 1eden. Kielecki spektakl („Tekst to pre-tekst: zakurzone, zapomniane, zatracone”) należał również do czołówki pod względem gry aktorskiej. Naszych aktorów warto pochwalić również za dobór repertuaru. Sięgając po poezję Szekspira, Brzechwy, Puszkina, Twardowskiego udowodnili, że klasyczna literatura, (nawet ta XVII-wieczna) nie musi być tylko krzyżem pańskim wymizerniałych maturzystów, a wciąż może bawić i wzruszać.
Amatorstwo a amatorszczyzna
Czasem zdaje się, że nawet profesjonaliści tego nie rozumieją. Piszę o tym w związku z absurdalnym zarzutem jaki pojawił się wobec poetyckich spektakli w Krośnie, gdzie Teatr 1eden również brał udział w konkursie festiwalowym. Jury tego konkursu sugerowało, że młodzież powinna zajmować się tematami młodzieżowymi, a nie „nie-młodzieżowymi”. Zastanawiam się, skąd te stare pryki wiedzą co jest tematem młodzieżowym, a co nie. Mają w głowie jakąś swoją wizję „młodzieżowości” i chcą zabronić np. tego, żeby młodzi sięgali po klasykę. Dawno takiej bzdury nie słyszałem, tym bardziej absurdalnej, że tematem przeglądu były teatry „inne” (które nie mogą być inne niż myśli jury). Jak widać, często profesjonaliści na amatorskich przeglądach uprawiają żałosną amatorszczyznę.
Nie można tego na szczęście powiedzieć o jury szczecińskiego SOFFT-u. Oprócz sprawiedliwego werdyktu (bo prawie zgodnego z moim) należy pochwalić je za obecność w kuluarach, komentarze na żywo. Dzięki temu opinia jurorów (choć nie wszystkich) była dyskutowana na bieżąco, żyła w starciu z opiniami innych uczestników. Wyrok jury to nie ustawa prawna, której szkodzą naciski. Opinie o sztuce powinny być subiektywne a jednocześnie oczyszczone w ogniu sporów. I tu jedno małe zastrzeżenie – jury przyznało 3 równorzędne nagrody. Uciekło tym samym od odpowiedzialności wskazania wyraźnej hierarchii, do czego sędziowie sztuki są właśnie powołani.
SOFFT 2009 uważam za udany. Brawa dla organizatorów za determinację i otwartą formułę, dzięki której zobaczyliśmy bardzo różne stylistyki teatralne. O dziwo najbardziej zawiodły zespoły gościnne (poza Teatrem Droga z Poznania): warto tu wspomnieć ku przestrodze o niewartym wspominania Teatrze Krzyk z Maszewa. Spektakl „Głosy” zaowocował dla mnie nową definicją złego teatru: tworzą go tacy frustraci, którzy na co dzień boją się stłuc talerz i dopiero w teatrze mogą się wyżyć na porcelanie. Mimo że „Głosy” w tematyce i stylistyce przypominały „Pierogi” to przegrały wszystko przez brak jakiejkolwiek umowności. W efekcie technika „bebechów na wierzchu” robiła wrażenie artystycznej pornografii.
Dobry a salezjański
Zawiódł również Teatr Nie Ma ze Szczecina. Mimo ciekawych rozwiązań inscenizacyjnych (aktorzy co chwilę wchodzili na scenę z widowni) temat przedstawienia nie wydał mi się trafiony. Szczecinianie odwołując się do postaci błazna dręczonego przez Inkwizycję odcięli się od wspólnoty doświadczeń z widzami, tradycja sowizdrzalska w Polsce wszak nigdy nie miała silnego ostrza antyklerykalnego. Spektakl został jednak oklaskany – jak to zwykle bywa – za komizm. Wiem, że dyrektorowi artystycznemu Konradowi Pachciarkowi bardzo zależało na tym, żeby pojawiły się zespoły nie związane z nurtem chrześcijańskim. Pomysł słuszny, ale następnym razem słuszniejszym powinno być kryterium jakości a nie ideologii (mimo że dla mnie dobry reżyser-ateista jest bardziej chrześcijański niż kiepski reżyser-katolik).
Żałuję tylko, że Teatr 1eden nie dostał żadnej nagrody, choćby za aktorstwo (moim zdaniem znakomite). Najgorszym z możliwych wniosków na przyszłość byłaby zmiana stylistyki na tę „bardziej festiwalową”. Nie wolno przecież zapominać o tym, że teatr jest odbiciem osobowości twórców. Używając teatru do celów wychowawczych ksiądz Bosko sięgnął po genialne narzędzie. Bo tylko teatr daje dziś możliwość bezpośredniej i natychmiastowej wypowiedzi, która – choćby przez ilość możliwych odbiorców – broni się przed pokusami popkultury. Intymna sztuka teatru stwarza bowiem możliwość nie tylko oglądania ale uczestniczenia w czymś, czego nikt nie ściąga, nie kopiuje i nie formatuje. Bo format teatru jest inny.
Paweł Grzesik